piątek, 16 września 2016

Wyrywam włosy do bólu, znów...

Ostatnio znów atakuje mnie trichotillomania. Ma bardzo sprzyjające ku temu warunki:

  • stres, smutek, zdenerwowanie,
  • więcej czasu spędzam sama,
  • bierny tryb życia, czytanie przed ekranem komputera.
Kilka dni temu nie mogłam się opanować. Wystarczyło, żeby ktoś mnie zdenerwował. Byłam sama w pokoju. Czytałam coś. Moje ręce i palce pracowały bardzo ciężko i szybko. Włosy wydawały się być o wiele miększe i bardziej śliskie niż zwykle. Przyjemnie było przejeżdżać palcami po śliskich pasmach. Skrobałam skalp, wydrapywałam skórki i strupki, wyrywałam włosy, część cebulek odgryzałam. Skalp zaczął mnie boleć. Nazajutrz włosy były tak osłabione, że wypadła ich spora ilość. 

Moje włosy są tak rzadkie i cienkie, że zastanawiam się nad kupnem przypinek. Jest kilka sklepów online, które sprzedają takie doczepiane na spinkach pasma włosów. Ich cena zazwyczaj jest dosyć wysoka, a jakości nie da się sprawdzić na miejscu, ponieważ firmy te są zazwyczaj na drugim końcu Polski. Nie wiadomo też, jak kolor takich doczepek będzie prezentował się na mojej głowie. Oczywistym jest, że nie chcę, żeby ktokolwiek zauważył, że noszę doczepiane włosy. 

Z drugiej strony, doczepianie włosów powoli przestaje być wstydliwym tematem. Coraz więcej dziewczyn mówi o tym otwarcie. Prawie każda gwiazda nosi doczepki, przedłuża włosy, a nawet zakłada peruki. Niektóre z nich otwarcie się do tego przyznają. 

Szkoda, że nie ma więcej loklanych sklepów z tego typu produktami. Gdyby były, mogłbym je zobaczyć, przymierzyć i przekonać się, czy mnie satysfakcjonują. Sytuacja finansowa nie pozwala mi na dzień dzisiejszy wydawać 200 lub 300 zł na kota w worku. Zastanawiam się też, jaka jest polityka zwrotów takich sklepów.

Doczepiane włosy nie są rozwiązaniem trichotillomanii i na pewno będę z nią walczyć. Jest kilka rzeczy, które pomagają mi w takich sytuacjach. Większość z nich opisałam już wcześniej na blogu. Dziś dodam kolejne, nowe sposoby, które ułatwiają mi moją walkę.

  1. Nakładka na zęby - dzięki niej trudniej jest mi gryźć włosy. Ochrania też zęby przed ścieraniem się. Jest to bardzo dobry sposób na walkę z trichofagią.
  2. Obcięcie paznokci na bardzo krótko - dzięki temu ciężej mi chwytać włosy i skrobać skalp.

piątek, 1 lipca 2016

Dumna z siebie

Ostatnio oglądałam film, na którym pewna dziewczyna wspominała o swoim złym nawyku - obgryzaniu skóry wokół palców. Znam osobiście dwie osoby, które też nieświadomie to robią. W tamtym momencie pomyślałam, jak to wspaniale że ja nie mam tego nawyku. Poczułam się w tamtej chwili lepsza od nich, wręcz dumna z siebie, że mnie złe nawyki nie dotyczą. W czasie oglądania tego filmiku, w tamtej konkretnej chwili, ciągnęłam swoje włosy. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to robię - "aaaa, przecież ja też mam zły nawyk...." Zabawne....

wtorek, 28 czerwca 2016

Stres wpływa na mnie bardziej niż myślałam

Po moim ostatnim wpisie postawiłam sobie za cel zrelaksowanie się i zmniejszenie poziomu stresu w moim życiu. Na szczęście mogłam sobie pozwolić na tydzień lenistwa. Częste drzemki, spanie do późna, trochę sportu, bardzo dużo świeżego powietrza i znaczne ograniczenie negatywnych ludzi - bardzo dobrze zadziałały i na mój nastrój, i na trichotillomanię.

Obniżyłam też swoje oczekiwania. Jest dużo rzeczy, na które nie mam wpływu. Mogłabym starać się najbardziej na świecie i być najlepsza, ale jeśli los nie będzie chciał - na nic okażą się moje starania.

Zastanawia mnie ogromna liczba negatywnych ludzi, którzy przez ostatnie 2 lata zaludniali moje otoczenie. Źle to ujęłam. To ja weszłam głębiej w branżę, która okazała się zimna i nieprzyjazna. Daję z siebie wszystko i rezultaty są widoczne. Wszystko, co robiłam, zawsze było wykonane na czas i idealnie. Mimo tego nie czułam się ani odrobinę doceniona. Na razie robię sobię przerwę od tego otoczenia. Na szczęście mogę sobie na to pozwolić.

Dziś nie wyrwałam ani jednego włosa. Moja trichotillomania jeszcze tydzień temu była straszna. Całkowicie mną zawładnęła. Teraz jest znacznie lepiej, chociaż wciąż nie jest idealnie. Dalej wyrywam. Ale przynajmniej dziś było dobrze.

niedziela, 19 czerwca 2016

Nie jest dobrze

Mój stan przez ostatni rok stopniowo się pogarszał. Byłam bardzo zajęta pracą i obowiązkami. Postanowiłam dać z siebie wszystko. Wyniki są idealne. W końcu cały swój czas poświęciłam obowiązkom. Schudłam przy tym do wagi, którą ostatnio miałam w gimnazjum. I... zapomniałam, jak się bawić.

Postanowiłam zrobić sobie dwa dni wolnego. Miały to być dni tylko dla mnie - na robienie tego, co lubię. Stworzyłam plan dnia i wypełniłam go aktywnościami, które kiedyś (kiedy miałam czas wolny) uwielbiałam robić. Jednak z nadejściem upragnionej wolnej soboty stierdziłam, że przecież w domu jest bałagan i całą sobotę spędziłam sprzątając. Uwielbiam być produktywna.

To nic. Jest jeszcze niedziela. W niedzielę na pewno znajdę czas na zrobienie czegoś tylko dla siebie. Tuż po obudzeniu przypomniałam sobie, że trzeba jeszcze zrobić coś do pracy, zerwałam się z łóżka i zaczęłam pracować.

Ostatnio codziennie wyrywam włosy. Zaczęłam to robić nawet w sytuacjach, w których nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Zaczęłam też wyrywać w miejscach, w których wcześniej nigdy nie wyrywałam.

Sądzę, że kompletny brak zabawy w moim życiu jest bardzo powiązany z pogorszeniem mojej trichotillomanii. Mam jeszcze pół niedzieli żeby zrobić coś fajnego dla siebie, spróbować się odstresować, zabawić... W tym momencie będę musiała się do tego zmusić. Nie chcę mieć tylko wyrzutów sumienia, że mogłam w tym czasie pracować, a zmarnowałam go na zabawę, podczas której i tak się nie wyluzowałam, bo miałam wyrzuty sumienia, że bawię się, zamiast pracować.

Muszę wykorzytać ten jeden dzień na uporządkowaie myśli i wrzucenie na luz. To konieczność.

środa, 27 kwietnia 2016

Nie obgryzam już paznokci

Od dzieciństwa obgryzałam paznokcie. Nie było to dla mnie niczym dziwnym. Nie traktowałam tego, jako złego nawyku. Ot, szybsza metoda na skrócenie paznokci. Robiłam to często, zwłaszcza w czasie stresu.
Działo się to do czasu, aż musiałam założyć masywny aparat na zęby. Przez ów aparat miałam permanentną przerwę między dolnymi a górnymi zębami. Buzia nie mogła mi się domknąć. Obgryzanie zębów stało się niemożliwe.
Po ściągnięciu aparatu obgryzanie paznokci również było niezwykle trudne, ze względu na nowe ułożenie zgryzu.
Od tego czasu nie obgryzam paznokci.
Taka ciekawostka....

Idąc tym tokien rozumowania, muszę pozbyć się palców, a przestanę wyrywać włosy haha

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Spadek motywacji

Ostatnia metoda nie przyniosła pożądanych skutków, gdyż po prostu zabrakło mi na nią czasu i motywacji. To, w połączeniu z zabieganym życiem i większym iż zwykle stresem, bardzo pięknie nakarmiło moją trichotillomanię. Ostatnio wyrywam więcej, czasem aż na drugi dzień boli mnie skalp. Nawet nie chce mi się motywować siebie samej ani szukać rozwiązania. Wyrywanie daje mi poczucie rozluźnienia w chwilach stresu.

Brak czasu na cokolwiek powoduje, że mam też opóźnienia w myciu włosów. Opóźnienia z kolei powodują swąd, więcej drapania i ciągnięcia.

Nie da się tak na dłuższą metę, bo to nie tylko szkodzi moim włosom, ale też całemu organizmowi.

Na codzień wysilam się, żeby zrobić wszystko jak należy (praca, praca, praca...), dlatego brakuje mi siły na walkę z wyrywaniem włosów....

Tak bardzo chcę, żeby trichotillomania przestała mnie dotyczyć...

piątek, 1 stycznia 2016

Zastępowanie trichotillomanii nowym nawykiem, dzień 5

(Więcej na ten temat w postch poniżej.)

Idzie mi dobrze. Teraz, w sytuacjach, w których zazwyczaj wyrywam włosy, od razu rozglądam się za solniczką. Nie jest to już tak frustrujące. Czasami, trzymając solniczkę w jednej ręce, sięgam do włosów drugą ręką, jednak szybko zdaję sobię z tego sprawę i drugą ręką chwytam za długopis. Ręce, które chcą wyrywać włosy, muszą być cały czas zajęte. To nie jest już tak frustrujące, jak pierwszego dnia. Może dlatego, że trzymam solniczkę jeszcze zanim pojawia się chcęć wyrywania. A może zaczynam przyzwyczajać się do nowego nawyku. 

Najgorsze jest uczucie swędzącej głowy. Nie chcę się drapać, bo od tego jest prosta droga do wyrywania. Czasem świąd jest zbyt intensywny i drapię się, czasem przechodzi, bo moją uwagę pochłonie coś innego. 

środa, 30 grudnia 2015

Zastępowanie trichotillomanii nowym nawykiem, dzień 3

Kontynuacja poprzednich postów...

Zauważyłam, że zastępowanie starego nawyku nowym należy wykonywać nie wtedy kiedy jest się o włos od wyrywania (zauważyliście grę słowną? ;)), ale cały czas w sytuacjach, w których zazwyczaj wyrywam. 

Ja najczęściej wyrywam siedząc przez laptopem. Moim nowym nawykiem jest zaciskanie dłoni w pięść, lub zaciskanie jej wokół małego przedmiotu i bawienie się tym przedmiotem. Wtedy nie bawię się włosami. 

Zaciskanie pięści wykonuję cały czas siedząc przed leptopem. Nie należy czekać na moment, w którym już wyrywa się włosy. Nie należy nawet czekać na moment, w którym tylko bawię się włosami. Nowy nawyk kształtuję zanim uświadamiam sobie, że pojawia się chcęć wyrywania. 

Idę zaciskać pięść, pa :)

wtorek, 29 grudnia 2015

Zastępowanie trichotillomanii nowym nawykiem, dzień 2

Wczoraj pisałam o nowej taktyce, którą będę próbować uskuteczniać przez kolejne 4 miesiące, aby zastąpić nawyk dotykania włosów innym, nieszkodliwym nawykiem. Moim nowym nawykiem miały być zaciskanie pięści i napinanie mięśni ramienia. Jest to bardzo frustrujące.

Postanowiłam nieco zmodyfikować mój nowy nawyk. Kładę rękę na półkę na klawiaturę na biurku i przyciskam palce do spodu blatu biurka. Czasem też zaciskam pięść na solniczce z zatyczką, wtedy paznokcie nie wbijają mi się w skórę. Mogę się też bawić solniczką.

Generalnie zastpępowanie straego nawyku nowym jest szalenie frustrujące. Bardzo chcę podrapać się po głowie, ale wiem, że nie powinnam. Chcęć bawienia się włosami jest bardzo silna. Świadomość, że zamiast tego, mogę jedynie bawić się solniczką, jest bardzo frustrująca. Moje ręce otrzymują bodźce, ale skalp już nie.

Cóż, trudno. Muszę się trochę podenerowować, żeby zobaczyć wyniki. Póki co strategia działa Nie pamiętam, żebym wyrwała dziś jakieś włosy. Jestem jednak bardzo spięta.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nowa taktyka - nowy nawyk

Wciąż borykam się z trichotillomanią. Tak, jest lepiej niż kiedyś, ale chciałabym w ogóle nie wyrywać włosów, przez resztę mojego życia. Wiem, że istnieją osoby, które przestały wyrywać, więc jest to możliwe do osiągnięcia. Ja chcę również, aby moja trichotillomania została wyeliminowana z mojego życia raz na zawsze. Wyrywanie włosów na dłuższą metę pozostawia nieodwracalne skutki, dlatego im wcześniej to zwalczę, tym lepiej.

Nowa strategia to zastąpienie niechcianego nawyku nowym nawykiem. Jest kilka kroków do osiągnięcia sukcesu:

1) poznanie swojej choroby poprzez obserwację jakie czynniki wywołują wyrywanie. Więcej na ten temat pisałam wcześniej tutaj: http://trichotillomaniak.blogspot.com/2013/12/pomoz-sobie-program-samodzielnego.html

2) Koncentrowanie się w momencie wyrywania włosów. Należy zauważyć, że wyrywasz włosy (wiele osób ma z tym właśnie największy problem, dlatego ważna jest obserwacja siebie w punkcie 1) i zastąpić to innym nawykiem. Nowy nawyk powinien być różny i niekompatybilny z nawykiem wyrywania włosów. W moim przypadku nowym nawykiem będzie zaciskanie pięści, zgięcie ręki w łokciu na kąt prosty i przyciśnięcie ramiona wzdłuż ciała. Ten nawyk zastąpi nawyk wyrywania włosów.

3) Kiedykolwiek i gdziekolwiek poczuję chęć wyrywania włosów, muszę oddychać przeponą przez minutę, aby się rozluźnić, a także zastosować nowy nawyk (zaciskanie pięści, zgięcie łokcia, przyciskanie ramiona do ciała) również przez minutę.


Oczywistym jest, że zastąpienie wyrabianego przez lata nawyku wyrywania włosów nie będzie szybkie. Dam sobie czas czterech miesięcy. Prawdopodobnie będę musiała zmodyfikować tę strategię w trakcie jej trwania, aby przyniosła lepsze rezultaty. Rezultaty będę umieszczać na blogu. Dziś był mój pierwszy dzień i nie wyrwałam ani jednego włosa. 

środa, 8 lipca 2015

Super Pielęgnacja włosów



Cześć Kochani Trichotillomaniacy
Dzisiejszy post będzie o tym, jak sprawiłam, że urosło mi na głowie mnóstwo nowych włosków.

Włosy u osób dotkniętych trichotillomanią są często przerzedzone. Mogą wystąpić nawet łyse placki na głowie. Niestety nie ma gwarancji, że w miejscu wyrwanych włosów odrosną nam nowe - co przyczyni się do łysienia!
Około pół roku temu zaczęłam znów wyrywać więcej włosów. Poza tym, bardzo wiele wypadło samych (z powodu choroby). Włosy wypadały garściami. Straciłam chyba połowę z nich.
Na ratunek przyszło kilka produktów:
         wcierki do skóry głowy
         suplementy diety
         maska/odżywka do skóry głowy
         herbata z pokrzywy
Po kilku miesiącach stosowania tych produktów na mojej głowie pojawił się istny wysyp nowych włosów. Kiedy urosną, moje włosy znów będą gęste. Zauważyłam też, że poprzez zwiększenie uwagi na pielęgnacje włosów i dbałość o ich dobry stan, częstotliwość wyrwania ich znacznie zmalała. Szkoda, że nie prowadziłam statystyk, ale obrazowo mogę powiedzieć, że pół roku temu byłam w stanie wyrywać włosy przez 2 godziny codziennie, a teraz jest to może 20 minut tygodniowo. Dla mnie to bardzo zadowalający wynik. Dlaczego miałabym wyrywać włosy, skoro codziennie wkładam wiele wysiłku w to, żeby je odbudować?

Omówię teraz poszczególne produkty, których używałam.

Wcierki
1. Wcierka Seboradin Forte
Zużyłam 3 opakowania po 14 ampułek, co ograniczyło wypadanie moich włosów. Pojawiły się też nowe włosy.

2. Wcierka Radical
Zużyłam 4 opakowania po 15 ampułek. Użyłam jej jako pierwszej przez miesiąc, ale nie dała rezultatu - włosy wciąż wypadały. Później używałam czasem pomiędzy wcierkami Seboradin, czasem w tym samym dniu co Seboradin... Następnie przez około 2 tygodnie stosowałam ją samą. Włosów w tym momencie wypadało coraz mniej.

3. Wcierka z maści końskiej formy Herbamedicus.
Maść rozgrzewającą wcierałam w skórę głowy na noc przed myciem włosów (czyli co dwa dni) i dodatkowo na godzinę lub 2 przed myciem włosów następnego dnia. Wcierkę tę stosowałam przez 3 tygodnie. W tym czasie wypadanie włosów zmniejszyło się do 20 dziennie. Zauważyłam wysyp całej masy nowych włosów. Maść końska podobno przyspiesza też przyrost włosów, ja jednak nie zauważyłam tego działania.

4. Wcierka z wody pokrzywowej firmy Barwa.
Stosowałam ją przez kilka dni w ostatnim tygodniu wcierania maści końskiej, w dni, po myciu włosów i czasem kilka razy w ciągu dnia, a później również kilka razy dziennie po skończeniu kuracji maścią końską. Lubię uczucie alkoholu na swojej skórze, a ta wcierka ma go sporo. Przez tydzień nie mogłam zauważyć żadnej korzyści, ale z pewnością nie było skutków ubocznych. Włosy wciąż rosły i nie wypadały.

5. Wcierka formy Jantar z wyciągiem z bursztynu i witaminami
Zaczęłam ją stosować dwa dni temu i planuję stosować ją codziennie przez najbliższe 3 tygodnie.

Radical
1 miesiąc
Włosy wciąż wypadają. Brak poprawy.
Seboradin
1 miesiąc
Poprawa, lecz włosy wciąż wypadają.
Radical
1 tydzień
Poprawa, lecz włosy wciąż wypadają.
Seboradin + okazjonalnie Radical
1 miesiąc
Znaczna poprawa, włosy wciąż wypadają, ale już nie martwię się, że wyłysieję
Radical
1 tydzień
Zużywam ampułki które mi zostały
Maść końska
3 tygodnie
Wspaniałe efekty, ograniczenie wypadania do około 20 włosów dziennie
Woda pokrzywowa
1 tydzień
Efekty się utrzymują się

Suplementy diety
1. Suplement z bambusem
Kupiłam go bo był stosunkowo tani. Zużyłam całe opakowanie. Początkowo nie widziałam żadnych efektów. Zaczęłam go brać wraz z rozpoczęciem kuracji Seboradinem.

2. Skrzyp polny + ekstrakt z pokrzywy + biotyna + cynk
Również stosunkowo tani. Zużyłam całe opakowanie. Zaczęłam go brać zaraz po zakończeniu kuracji poprzednim suplementem.

Maska
1. Maska Wax
Skusiłam się zachęcona pozytywnymi opiniami. Na pewno nie zaszkodziła, jednak nie jestem pewna czy pomogła moim włosom. Jest bardzo droga. Dobrze nawilża skórę głowy.

Herbata z pokrzywy
Piję jej kilka kubków dziennie od marca lub kwietnia... Podobno powoduje wysyp nowych włosków.

Podsumowanie:
Przyznaję, że zahamować wypadanie włosów udało mi się poprzez uregulowanie mojej choroby, a nie wcierki czy suplementy. Powodem masowego wypadania moich włosów nie była trichotillomania, lecz choroba. Jednak z całą pewnością mogę polecić wszystkie wyżej wymienione metody do odbudowy gęstości włosów - czyli do tego, aby pojawiły się nowe włoski. Wszystkie metody stosowałam równolegle, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć, co jest najbardziej skuteczne.

Wiem też na pewno, że taka ciągła dbałość o włosy odciąga mnie od wyrywania ich. Po co miałabym je wyrywać i ciągnąć, skoro tak bardzo codziennie staram się je odżywić? 

niedziela, 22 lutego 2015

Naprawianie szkód



Nie wyrywałam włosów przez kilka miesięcy, do czasu, kiedy nadszedł większy stres. Więcej czasu spędzam teraz w domu, co również działa jak wabik na trichotillomanię. Niedługo wracam do normalnego, szybkiego życia, które jest zbawieniem w panowaniu nad wyrywaniem włosów. Jednak muszę się przyznać - przez te dwa tygodnie powróciły stare nawyki. Wyrywanie włosów znacznie się nasiliło.

Konsekwencją tego jest:
  1. łysy placek z boku głowy
  2. cebulki osłabione przez ciągnięcie i skrobanie skalpu (więcej wypadających włosów)
  3. skalp również jest podrażniony
  4. włosy na końcach są zniszczone, gdyż ciągnąc je od cebulki aż po same końce naciągam je. Nie muszę dodawać, jak bardzo to je niszczy.
Pora jednak na naprawienie szkód.

Obcięcie końcówek


Na pierwszy ogień poszły zniszczone końcówki. Nie ma żadnych działających metod na uratowanie już zniszczonych końcówek. Trzeba je obciąć bez sentymentów. Zrobione! :D

Olejowanie włosów


Przed każdym myciem nakładam na włosy olej. Używam najzwyklejszego oleju słonecznikowego. Nakładam go od połowy długości włosów. Olej nie może dotykać skalpu ani cebulek, gdyż to znacznie osłabia moje włosy. Po kilku godzinach zmywam olej odżywką, a włosy wyglądają naprawdę fantastycznie. Mają więcej objętości, są zdrowsze, bardziej lśniące i mniej się puszą. Jest to bardzo dobra metoda zapobiegania rozdwojonym końcówkom oraz innym zniszczeniom.

Wcierka z kozieradki


Podrażniony skalp i osłabione cebulki zregenerowałam za pomocą wywaru z kozieradki. Pół łyżeczki sproszkowanej kozieradki zalewam dwoma łyżkami wrzątku. Nie należy nakładać wrzącego roztworu na skalp, aby się nie poparzyć. Ja nakładam ten roztwór na skalp (nie na włosy) na całą noc. Myjąc włosy rano nie zauważam żadnego wypadania. Po kilku takich zabiegach cebulki włosów są wzmocnione. Włosy przestają wypadać.

Herbata z pokrzywy


Łysy placek z boku głowy jest ostatnim punktem do naprawienia, jednak to potrwa trochę dłużej. Włosy muszą odrosnąć. Aby im w tym pomóc, piję herbatę z pokrzywy dwa-trzy razy dziennie. Zazwyczaj stosowałam również ampułki na porost włosów Radical. Znacznie przyspieszają porost włosów i powodują wyrost nowych włosów, jednak są bardzo drogie (około 60 zł za 15 ampułek). W tej chwili ograniczę się tylko do picia wywaru z pokrzywy oraz wcierania roztworu z kozieradki w skalp.

Te cztery metody naprawiają szkody, jakie wyrządzam im sama. Trichotillomania jest ciężka do totalnego zwalczenia. Cóż, tym razem poniosłam porażkę, jednak szkody są naprawiane, a niedługo tryb życia nabierze tępa i opanowanie trichotillomanii będzie o wiele łatwiejsze.

wtorek, 23 września 2014

Aktywna walka z trichotillomanią, dzień trzeci



Dzisiejszy wpis jest kontynuacją poprzednich, dotyczących mojej osobistej strategii walki z trichotillomanią. Nowa strategia polega na zwiększeniu samokontroli oraz świadomości, że właśnie wyrywam. Wyrywanie włosów było przez długi czas - i czasem wciąż jest - w ogóle dla mnie niezauważalne. Była o tym mowa w poprzednich postach gdzieś na tym blogu. 

Tylko dwie rzeczy, o których muszę pamiętać


Nowa taktyka koncentruje się na tylko dwóch celach, o których muszę pamiętać. Moim pierwszym celem jest jak najszybsze zauważanie, że wyrywam włosy. Jednak czasem zdarza się, że nawet zdając sobie sprawę, że w danym momencie wyrywam włosy, nic sobie z tego nie robię i kontynuuję ciągnięcie, ponieważ nie mam wystarczająco silnej woli, a wyrywanie włosów daje mi uczucie relaksu i bezpieczeństwa. Drugim celem jest natychmiastowe przerwanie dotykania włosów tak szybko, jak tylko zauważę tego typu zachowania. Jak najszybsze odzyskanie kontroli - korekta zachowania - jest bardzo ważne. 

Jak mi idzie?

 Taktykę tę zaczęłam stosować 3 dni temu. Pierwszy dzień został opisany w poprzednim poście. Dzień wczorajszy był zaskakujący. W porównaniu do moich zachowań w przeszłości, wczoraj stosunkowo szybko zauważałam, kiedy moje ręce bawiły się włosami (cel pierwszy), a przerwanie tego i odzyskanie kontroli nad rękami było natychmiastowe i bardzo łatwe. Być może spowodowane jest to moim strachem przed całkowitym wyłysieniem, gdyż moje włosy są teraz bardzo rzadkie i słabe. Drugim powodem, dla którego poszło mi tak dobrze, jest ograniczenie stresu w moim życiu - co staram się utrzymywać zawsze. 

Nadzieja na pokonanie trichotillomanii

Chciałabym przerwać już tę całą trichotillomanię, pozbyć się jej całkowicie z mojego życia. Ta nowa strategia podoba mi się bardziej niż poprzednia (unikanie). Na wszystko potrzeba oczywiście czasu. Nie spodziewam się, że całkowite opanowanie trichotillomanii będzie szybkie - w końcu rozwijałam ją przez kilkanaście lat. Ostatni rok był lepszy, wyrywałam o wiele mniej włosów. Trichotillomania powróciła jednaj w tym wrześniu. 

Dam sobie kilka miesięcy na opanowanie trichotillomanii. Im więcej razy powiem sobie „O! Ciągniesz włosy, puść je”, im szybciej będę to robić, tym łatwiejsze się to stanie. Aż po pewnym czasie będę wiedzieć jeszcze zanim moje ręce dotkną włosów. Powstrzymywanie się od zachowań trichotillomanii (ciągnięcie, wyrywanie, skrobanie skalpu, bawienie się włosami) będzie z każdym tygodniem łatwiejsze. Czy sama chęć wyrywania włosów minie? Mam nadzieję, że tak, choć wiele osób twierdzi, że trichotillomania to choroba na całe życie.

sobota, 20 września 2014

Tydzień aktywnej walki z trichotilomanią



Staję twarzą w twarz z trichotillomanią. Poprzednia taktyka polegała na chowaniu się przed nią, na unikaniu wszelkich sytuacji, które doprowadzały do wyrywania włosów. Poprzednia taktyka przynosiła świetne rezultaty - nie przeczę - lecz nie czułam się wyleczona. Czas sprawdzić, jak silną wolę mam naprawdę.

To wszystkie moje włosy
Sierpień był okropny dla moich włosów. Znów zaczęłam wyrywać bardzo dużo włosów. Oprócz tego, często skrobałam skalp, czego rezultatem były bardzo osłabione cebulki i więcej wypadających włosów. Znów muszę je obciąć i kupić wcierki. 

To dobra pora na nową bitwę z moją chorobą. Póki co planuję tylko tydzień, co i tak jest dużym wyzwaniem. Panowanie nam moimi rękami tylko przez dwie minuty jest sporym wyzwaniem.

Bitwa ta będzie polegać na celowym tworzeniu sytuacji, które prowadzą do wyrywania włosów. Po stworzeniu takich sytuacji (np. bierny wypoczynek, brudne włosy, itp - pisałam o tym we wcześniejszych postach), mam zamiar koncentrować się tak, aby panować nad trichotillomanią. Czynności, których za wszelką cenę powinnam się wystrzegać, to nie tylko wyrywanie włosów, lecz także:

  1. bawienie się włosami
  2. skrobanie się po głowie
  3. ssanie włosów
  4. dotykanie włosów w ogóle.
Jest to bardzo trudne, ponieważ zazwyczaj potrafię panować nad rękami tylko przez minutę, po czym na pół godziny odlatuje do świata swojej wyobraźni, gdzie czas mija bardzo szybko. Po powrocie do rzeczywistości znajduje swoją rękę grzebiącą we włosach oraz pełno walających się wszędzie włosów. Niezwykle trudno przerwać mi wtedy wyrywanie. Nawet po zauważeniu, że ciągnę za włosy, nic sobie z tego nie robię, po czym wracam do krainy swojej wyobraźni. 

Właśnie teraz swędzi mnie skóra głowy. Mam wielką ochotę się podrapać. Drapię lekko, przez kilka sekund, ale nie wyrywam. Obie ręce powinny znajdować się z daleka od włosów. Wieczorem napiszę, jak minął ten dzień.

Włosy są bardzo osłabione ciągłym ciągnięciem
Jest już wieczór. Nie dotykanie włosów to dla mnie bardzo duże wyzwanie. Pisałam kiedyś o potrzebach zmysłowych, do których należy dotykanie włosów oraz uczucie bólu przy ich ciągnięciu i wyrywaniu. Nie mogłam powstrzymać się od dotykania włosów, jednak pamiętałam, że są one bardzo osłabione przez moje ciągnięcie. Dzisiejszy dotyk starałam się ograniczać do zera, jednak kiedy zdarzało mi się wędrować ręką do włosów, było to delikatne sprawdzanie ich przyjemnej struktury. Miałam na uwadze ich słabą kondycję. Tylko raz zdarzyło mi się wyrwać włosa, co jest nieprawdopodobną poprawą w porównaniu do tego miesiąca.

Przypomniałam sobie także tony cukierków, które zjadałam w tym miesiącu. Pisałam kiedyś również o wpływie cukru na trichotillomanię, możecie znaleźć post gdzieś na tym blogu. Być może to jest powodem tak okropnego miesiąca dla walki z moją chorobą.

Dietę, oczywiście, postanowiłam zmienić. Przez owe stosy cukierków nie tylko zaczęłam wyrywać więcej włosów, ale również osłabiły się moje zęby. Postanowiłam przejść na dietę bogatszą w białka, ponieważ są one budulcem włosów. Obecnie moje włosy są najrzadsze w moim życiu i wciąż wypadają. Bardzo mnie to martwi.

niedziela, 20 lipca 2014

Biorę trichotillomanię za rogi!



Od wyzwania, które przeprowadziłam na początku wakacji, minęło kilka tygodni. Miało ono na celu dostosowanie wakacyjnego tempa i stylu życia do mojej trichotillomanii. Niestety wakacyjne lenistwo i mnóstwo wolnego czasu bardzo sprzyjały wyrywaniu włosów. Przez 7 dni przyglądałam się swojemu zachowaniu i wyciągałam wnioski. Wszystko to opisałam we wcześniejszych postach. Od tamtego czasu bardzo zmieniłam tryb życia, zmieniło się też tempo. Od początku lipca zaczęłam intensywne życie, częściej przebywam z ludźmi, częściej ćwiczę, rzadziej spędzam czas w bierny sposób (przed laptopem, przed telewizorem). Dbam o regularną higienę skalpu. Przez ten czas bardzo rzadko zdarzało mi się wyrywać włosy (może dwa razy). Często natomiast skrobałam skalp, zwłaszcza, gdy był brudny.

Czas więc najwyższy na stwierdzenie nowego faktu: zeskrobywanie brudu i skórek lub strupów ze skalpu również należy do zbioru zachowań trichotillomanów. Do tej pory byłam dla siebie zbyt wyrozumiałam i nie widziałam nic złego w skrobaniu skóry głowy, pomimo tego, że to zachowanie po dwóch-pięciu minutach doprowadzało do ciągnięcia włosów. Po takiej ‘sesji’ moje włosy są bardzo osłabione. Te, które nie zostały przeze mnie wyrwane, wypadają same, gdyż są tak słabe. To oczywiście musi się skończyć.

W ostatnim pości pisałam, że do tej pory moja walka z trichotillomanią polegała na omijaniu zachowań, które wywołują wyrywanie włosów. Unikać więc muszę oglądania telewizji, laptopów, książek, brudnych włosów... Każdy relaks, po prostu leżenie w łóżku, zawsze prowadzi do ciągnięcia za włosy. Teraz jednak postanowiłam zmienić nieco taktykę i wziąć trichotillomanię za rogi - popracować nad samoświadomością. Jest to trudne, ale wierzę, że odpowiedni trening i częste ćwiczenia dadzą o wiele lepsze rezultaty niż samo unikanie sytuacji prowadzących do ciągnięcia włosów.

Postanowiłam, że codziennie będę leżeć w łóżku, relaksując się, przez 10 minut. Będzie to czas przeznaczony na odpoczynek, lecz będę także świadoma tego, że muszę się powstrzymać przed wyrywaniem włosów. To samo dotyczy używania laptopa i telewizora. Dzisiaj siedzę przed laptopem już dwie godziny (leniwa niedziela ^.^  ) i nie wyrwałam ani jednego włosa, nie poskrobałam się ani razu, ani razu moja ręka nie dotknęła włosów.

Przez następny tydzień mam zamiar realizować program „Brania Trichotillomanii za Rogi”. Rezultaty zamieszczę oczywiście tutaj. Program ten będzie polegał na celowym wywoływaniu sytuacji, w których zazwyczaj wyrywam włosy oraz samokontroli i samoświadomości w czasie tych sytuacji. Zaczynam od dziś :)

niedziela, 29 czerwca 2014

Wyzwanie wakacyjne - dzień 7



Dzisiejszy, ostatni dzień wakacyjnego wyzwania, zakończył się sukcesem. Zrealizowałam wszystkie trzy punkty - higiena, aktywność, ludzie - przez co nie wystąpiła u mnie chęć wyrywania włosów. Żaden włos nie został pociągnięty ani wyrwany. Uważam to za sukces.

7-dniowe wyzwanie wakacyjne służyło mi głównie do zaobserwowania moich nawyków podczas wakacji - kiedy moja rutyna nie jest zaplanowana tak, jak w roku szkolnym. Brak codziennego i tygodniowego planu wpływał bardzo negatywnie na moją samokontrolę i chęć wyrywania włosów. Jednak pisanie tych krótkich postów codziennie wieczorem przez 7 dni pomogło mi uświadomić sobie, jakie błędy popełniam oraz co ma znaczny wpływ na moją trichotillomanię. Niewielkie zachwianie trzech punktów, o których wcześniej wspomniałam, ma większy wpływ na chęć wyrywania niż to się może wydawać. Zachęcam wszystkich borykających się z problemem trichotillomanii do podobnego treningu uświadamiającego. Opisywałam go już wcześniej w poprzednich postach z detalami - zrobiłam nawet specjalną tabelę do wypełniania.

Ten tydzień wyzwania, czy też treningu uświadamiającego, doprowadził mnie do ciekawej refleksji. Mianowicie - przez cały ten czas obserwowałam swoje reakcje na pewne zachowania. Starałam się zanotować, które sytuacje wywołują u mnie chęć czy też przymus wyrywania włosów, a następnie unikałam tych sytuacji. Czy jest to dobry system? Działa. Jednak wydaje mi się, że jedynie unikam zmierzania się twarzą w twarz z problemem. Jest to sposób łatwiejszy, to prawda. Daje efekty. Lecz czy kiedykolwiek będę w stanie mieć pełną kontrolę nad sobą, nad swoimi rękami? Czy będę w stanie przejąć całkowitą kontrolę tak, że będę świadoma tego, że w danej chwili wyrywam? Czy, nawet świadoma swoich akcji, będę mogła bez problemu przestać wyrywać włosy? Bez zmuszania się i intensywnego myślenia o tym non stop...

Chcę zmierzyć się z trichotillomanią, zawalczyć. Poznałam ją już dobrze. Planują w najbliższym czasie zarezerwować sobie trochę czasu na tę walkę, na trening woli. Specjalnie wywołać sytuację, kiedy na 100% będę chcieć wyrywać włosy. I wytrenować się tak, aby nie wyrywać.

sobota, 28 czerwca 2014

Wakacyjne wyzwanie - dzień 6



Lubię dni pełne zajęć. W takie dni nie mam czasu wyrywać włosów. Tak było też dzisiaj, choć znalazłam też chwilę na bezczynne oglądanie programów telewizyjnych. Właśnie wtedy wyrwałam kilka włosów - około 3-4. To nie jest dużo. Poza tym, starałam się spędzić dzisiejszy dzień aktywnie. Uważam dzisiejszy dzień za sukces. Jutro rano muszę umyć włosy. 

Jutro jest ostatni dzień siedmiodniowego wyzwania wakacyjnego. Jak dotąd publikacja krótkich postów na blogu poprawiła moją samoświadomość oraz samokontrolę. Jak już wcześniej wspominałam, wakacje namieszały w mojej codziennej rutynie dni, dlatego zaczęłam wyrywać więcej włosów. Wyzwanie wakacyjne nie naprawiło tej sytuacji w 100%, ale jak do tej pory znacznie ją poprawiło. Kolejny post jutro.

piątek, 27 czerwca 2014

Wakacyjne wyzwanie - dzień 5



Dzisiejszy, piąty dzień wakacyjnego wyzwania, okazała się być wielkim sukcesem. Nie wyrwałam ani jednego włosa z głowy. Czasem miałam na to chęć, jednak potrafiłam nad tym zapanować.

Tak, jak wcześniej zaplanowałam, rozpoczęłam dzień od umycia włosów. Później byłam zajęta od rana praktycznie do wieczora. Nie wyrywałam włosów głównie ze względu na czysty skalp. Aktywne spędzanie czasu było również bardzo pomocne.

Sukces! Oby więcej było takich dni. Do jutra :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Wakacyjne wyzwanie - dzień 4



Dzisiejszy dzień miał rozpocząć się od zadabanie o higienę, czyli jednej z ważniejszych rzeczy przy trichotillomanii. Na wakacjach nie mam planu dnia ani tygodnia, więc zdarza się, że nie myję włosów regularnie co dwa dni. Dzisiejsza deszczowa pogoda nie zachęciła mnie do wychodzenia z domu. Zachęciła mnie za to do lenistwa. No a skoro nie muszę nigdzie wychodzić, to umyję włosy za godzinę - pomyślałam... Przekładałam ową godzinę mycia włosów tak, że jest już 19.15 i wciąż mam brudną głowę. Konsekwencją tej brudnej sytuacji jest to, że grzebałam dziś we włosach, wydrapywałam brud, a czasem i włos się wydrapał. Nie ciągnęłam jednak bardzo za włosy. Kilka z nich zostało wyrwanych, lecz nie tak dużo jak wczoraj.

Dzisiejszy dzień mógł wyglądać zdecydowanie lepiej. Nie zrealizowałam żadnego ze swoich postanowień wyzwania wakacyjnego (regularne mycie włosów, aktywnie spędzony dzień wśród ludzi), ale starałam się chociaż trochę! Posprzątałam mój zakątek i wykonałam zaległe prace. Znalazłam trochę czasu na ćwiczenia i zakupy.

Znając siebie, jutro znów czegoś zapomnę lub lenistwo zapanuje nad moim dniem, dlatego tu i teraz jutrzejszy dzień musi być zaplanowany, przynajmniej w małej części.

Plan na jutro wygląda jak następuje:

  1. Mycie włosów rano - tym razem muszę użyć szamponu Head and Shoulders, ponieważ moje włosy są zbyt tłuste i brudne aby myć je samą odżywką. Pół godziny przed myciem mogę wsmarować trochę olejku rycynowego w skórę głowy. Odżywi to moje wyszarpane cebulki włosowe i nawilży skórę głowy. Szampon ma w swoim wkładzie silne detergenty, przez co wysusza on skórę głowy, dlatego używam go tylko wtedy, kiedy mój skalp jest bardzo brudny i tłusty.
  2. Odkurzanie i ścieranie kurzy
  3. Zajęcie się sprawą pieniędzy
  4. Zajęcie się sprawą ubrań
  5. Mycie łazienki
  6. Jeśli zrobię wszystko z listy, to pojadę na zakupy :)

Myślę, że to wystarczy. Najważniejsze, to abym umyła włosy jutro wczesnym rankiem. W przeciwnym wypadku będę wyrywać włosy i skrobać się bez przerwy.

środa, 25 czerwca 2014

Wakacyjne wyzwanie - dzień 3



Dzisiejszy dzień był definicją tego, czego w moim wakacyjnym wyzwaniu chciałam unikać. Po intensywnym poranku usiadłam przed laptopem. Nie miałam żadnych planów na całe popołudnie, aż do końca dnia, więc zmarnowałam ten czas siedząc przy laptopie i grzebiąc we włosach. Byłam dziś wielkim leniem. Ten dzień nie należał do najlepszych. Nie mogę się jednak poddawać, ani być zbyt ostra dla siebie. Wszyscy wiemy, że takie dni się zdarzają, ale zamiast być na siebie złym, należy przyjrzeć się sytuacji z neutralnego punktu widzenia i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Co mogę zrobić, aby w przyszłości uniknąć wyrywania włosów podczas biernego odpoczynku? Znam kilka technik, które opisywałam już na blogu. Po pierwsze, należy unikać wypoczywania w bierny sposób. Jednak jeśli mamy na to wielką ochotę bo czujemy się jak lenie, można zastosować metodę budzikową - nastawianie budzika na co dwie minuty bez przerwy. Alarm przypomina wtedy o tym, że mamy trichotillomanię i musimy się kontrolować. Ta metoda, choć irytująca, działa na mnie bardzo dobrze. Druga metoda to jedzenie sypkich przekąsek, np. ryżu preparowanego.

Wnioski wyciągnięte, kolejny dzień za mną... Oby jutro było lepsze!